słowo na czwartek – czyli o książce

WP_20171129_13_17_15_Pro

 

Jeśli kochacie lub kochaliście kiedyś, niechaj wam to wystarczy. O nic więcej nie proście. Nie znajdziecie innej perły w ciemnych tajnikach życia”. /Wiktor Hugo, Nędznicy/

Miłość nie uchroni cię przed przeznaczeniem”. /Jim Morrison/
ponieważ nie samą literaturą – najogólniej mówiąc – „skomplikowaną” człowiek żyje, podczas ostatniej wizyty w bibliotece, w odruchu nie bardzo wiadomo czego, sięgnęłam po pierwszą z brzegu pozycję z półki zatytułowanej: „nowości”. okładka, jak na załączonym obrazku, a że ja bez okularów na nosie, więc skojarzenie: dużego obrazka = jabłuszko -> równie duży tytuł -> „Dopasowani” = „zaowocowało” wizją zawartości w postaci czytadła o charakterze romansu. ale, jak rzekłam na samym początku – i w tej materii nie można bać się zmian.
kto czytał ten wie, jak bardzo się pomyliłam. bo ile pierwszych kilka akapitów mogło jeszcze uchodzić za radosną lekturę: „Raz wyszedł z randki, nie dokończywszy posiłku, bo dziewczyna miała w zębach kawałeczek jarmużu” /J. Marrs, Dopasowani, Poznań: Publicat S.A 2017, s. 10/”, o tyle dalej sprawa poważnieje, nabiera cech tekstu psychologicznego z elementami thrillera.
ale o czym to ja chciałam? aaaa, cała opowieść jest zbudowana wokół odkrycia genu, który umożliwia znalezienie swojej idealnej połówki i poddaniu w wątpliwość sensu istnienia związków/relacji/małżeństw, które żyły z niedopasowanym (jakkolwiek dziwnie to brzmi) partnerem. można by się długo zastanawiać, jak wyglądałby świat, gdyby nagle wszystkie dotychczasowe relacje rozpadły się na rzecz nowych, przy realnym ryzyku, że moglibyśmy zostać dopasowani z patologicznym mordercą na ten przykład, gdyby rzecz cała wymknęła się spod kontroli i – jak większość sfer zarządzanych przez czynnik ludzki – stałaby się obiektem manipulacji/nadużyć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „słowo na czwartek – czyli o książce

  1. Chyba podobnie jak Ty uległbym przekazowi płynącemu z okładki i tytułu książki.
    Co do tego dopasowania to myślę, że nawet idealny gen jest niczym w porównaniu do niespodzianek jakie serwuje nam życie i jego Stwórca.

  2. ~Gabunia76 pisze:

    No makrelo poruszyłaś ciekawy i dość obszerny temat. Postaram się w miarę krótko ;)
    Hmm … mówiąc szczerze czytałam ostatnio kilka thrillerów psychologicznych i mnie wciągnęły na maksa. Wszystkie właśnie dotyczyły osób, które tak na prawdę były kimś innym niż nam się wydawało, a już na pewno nie psychopatami. Do końca nie byłam w stanie rozgryźć głównych bohaterów i to mnie jeszcze bardziej podkręcało. W życiu czasem bywa podobnie, nigdy tak do końca nie mamy tej pewności i świadomości z kim się tak na prawdę zadajemy, przebywamy. Ponoć samemu sobie nie wolno ufać, a co dopiero komuś innemu.

    Nie wiem, czy słyszałaś o takim programie na TVN (krypto reklama :)) „ślub od pierwszego wejrzenia”. Nie będę się tu rozpisywać o czym dokładnie jest. W każdym bądź razie tak pokrótce, sztab psychologów na podstawie różnych badań i testów dobiera dwie osoby, które nie wiedząc kompletnie nic o sobie w konkretnym wyznaczonym przez telewizję terminie biorą ślub cywilny. Pary po miesiącu wspólnego życia miały się określić, czy chcą zostać razem. Oglądnęłam obydwa sezony z zaciekawieniem jak się skończy ten eksperyment.
    Z moich obserwacji wynika, że nawet uczeni nie są w stanie tak dobrać do siebie dwie osoby by stanowiły zgrany i prawie idealny związek. Dlatego nie ma na to recepty, pozostaje nam przeznaczenie i jak to mądrze napisał Andrzej „niespodzianki jakie serwuje nam życie i jego Stwórca” :)
    Ja w to wierzę i tego się trzymam, bo żadne geny i nauka nie zastąpią realiów życia.

    Pzdrawiam

    • makrela pisze:

      dlatego na drugim planie książki rozgrywały się losy tych, którzy wierzyli, że to nie nauka decyduje o naszych wyborach, nawet jeśli nie zawsze najlepszych, nie zawsze od razu trafionych, czasami również tragicznych.

  3. ~oko pisze:

    demonizujesz.
    badania przesiewowe całej populacji?
    GUS ledwie sobie radzi ze spisem powszechnym, a i to w zaściankowym kraiku, a nie na całej ziemi.
    nawet najbardziej aktywna nauka dałaby spokój temu co jest i przyglądałaby się wyłącznie przyszłości.
    za to sam pomysł na książkę, gdzie rozpadają się dokładnie wszystkie związki na ziemi i ludzie zaczynają od zera poszukiwać wart jest popracowania – powodzenia

    • makrela pisze:

      no ale sam powiedz – nagle dowiadujesz się, że ta, z którą spędziłeś ileś lat i zdążyłeś przyzwyczaić się do myśli, że to już do grobowej deski – to jakaś kompletnie niepasująca do ciebie „druga połowa”. i jakby tego było mało, na „otarcie łez”, dostajesz namiary na tą idealną, która przy poznaniu (bo przecież nawet jeśli nie wierzysz w te brednie, to przecież ciekawość potrafi zwyciężyć) okazuje się być młodszą wersją tej, o której marzyłeś jeszcze za czasów liceum/studiów.
      koncepcję nagłego/natychmiastowego globalnego rozpadu istniejących związków „wymyśliłam” ja, autor opowieści (J. Marrs) na drugim planie pobieżnie zasygnalizował raczej nieatrakcyjne losy tych, dla których znalezienie drugiej połowy zajmowało więcej czasu niż dla innych, ale też tych, którzy zdecydowali się na funkcjonowanie w już istniejących relacjach, lub dla których drugiej połówki brak albo („dopasowaniec”) jest osobą chorą psychicznie/przestępcą, itp.

  4. szarabajka pisze:

    Jeśli geny odpowiadają także za skłonności psychopatyczne, to takie dopasowanie byłoby super. Sami by się powybijali, zamiast jak dotychczas, żerować na dobrych/naiwnych/ufnych. Jestem za.

    • makrela pisze:

      teoretycznie autor wykluczył udział jednostek uznanych za patologiczne w akcji dopasowywania. ale od czego jest ludzka kreatywność, która zawsze znajdzie sposób by namieszać w raz ustalonym porządku rzeczy.

  5. ~boja pisze:

    Tyle tych genów jest, może i taki się znajdzie…

    • makrela pisze:

      tak, boja. jednak zasadnicze pytanie – jak dla mnie – czy chcielibyśmy tego. autor książki wykombinował sobie, że rozpad istniejącego związku na rzecz tego z idealną połówką nie wykluczał relacji z osobą tej samej płci/dużo starszej/dużo młodszej/z innego kręgu kulturowego, itp.

  6. ~Ewa (Ind) pisze:

    Wierzę, że ludzie są sobie pisani. Czyli, że istnieje coś (może właśnie gen) co ich do siebie skłania. Problem w tym, żeby rozpoznać czy to rzeczywiście druga połówka, czy tylko takie sprawia wrażenie. Zakładam, że te niedobrane i tak się rozpadną.
    Czy to miałoby być tak jak ze zgodnością przy transplantacji? Bo wtedy tylko związki kazirodcze wchodzą w grę…

    • makrela pisze:

      mnie się czasami wydaje, że i te z pozoru niedobrane pary mają szanse przetrwać latami w myśl zasady, że przeciwieństwa często się przyciągają, tworząc niejednokrotnie interesujące pary.
      podobieństwo/identyczność któregoś z elementów łańcucha DNA nie musiałaby oznaczać identyczności w kontekście dawca/biorca organu do przeszczepu.
      to tylko książka i prawdopodobnie jest to duże uproszczenie i niuanse do ogarnięcia jedynie przez speców w tej materii.

  7. ~parrafraza pisze:

    Brzmi interesująco :D
    Nie wiem, czym w moim przypadku skończyłby się taki eksperyment. Spojrzałam przez chwilę na siebie krytycznym okiem i stwierdziłam, że chyba wiedzieć nie chcę ;)

    • makrela pisze:

      mnie się wydaje, że sama świadomość, że gdzieś może istnieć „idealna” druga połowa mogłaby rozwalić zbyt wiele fantastycznych/wieloletnich związków.

  8. ~jotka pisze:

    Książnica ma zawsze dobrą literaturę, przynajmniej ja na taką trafiałam.
    Dobór na zasadzie zgodności genów nie przekonuje mnie, bo próbowano już dobierać ludzi w pary na podstawie horoskopów. Ja z moim mężem nie powinniśmy być w ogóle parą, a mijają 33 lata :-)

    • makrela pisze:

      i tak trzymać. można by przyjąć, że grzebanie w łańcuchu DNA po to, by tworzyć wokół siebie świat idealny (z idealnym partnerem włącznie) jest kiepskim pomysłem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>