słowo na piątek – czyli apteczne dylematy

„NFZ skontrolował 200 aptek i uznał, że niestaranne wypełnianie recept coraz częściej naraża farmaceutów na omyłkowe wydanie lekarstw, a pacjenta na utratę zdrowia i życia. I zapowiada kary finansowe dla aptek za spowodowane niestarannym pismem lekarza pomyłki farmaceutów” – tyle można wyczytać na stronie: http://www.medonet.pl/.
i męczy mnie w związku z tym myśl taka, dlaczego to – jak to mawiała moja babcia – pani magister w aptece ma być odpowiedzialna za lekarskie bazgroły, bo tego, że od tej chwili farmaceuci, jak diabeł święconej wody, będą bali się lekarskich „hieroglifów” i na wszelki wypadek większość z pacjentów odeślą z powrotem do lekarza pierwszego kontaktu po rozszyfrowanie recepty, wszyscy możemy być pewni. dojdzie do tego, że połowę pacjentów w przychodni będą stanowić ci, których recepty zakwestionowano (w tym kraju trzeba mieć zdrowie i nieskończone pokłady cierpliwości by chorować). to może niech nfz od razu nałoży na pacjenta obowiązek posiadania dyktafonu/notatnika, dzięki którym to wątpliwości będzie można rozwiać natychmiast.
dla porządku napiszę jak to wygląda w tak bardzo nielubianej przez wielu Wielkiej Brytanii. otóż tam – potocznie mówiąc GP (odpowiednik naszego lekarza pierwszego kontaktu) ma na standardowym wyposażeniu gabinetu małą drukarkę(!) do drukowania recept, w komputerze bazę leków, więc kiedy byłam w tamtejszej przychodni z moim potworzakiem przy okazji rozhulanego zapalenia oskrzeli na poczekaniu nie tylko miał wykonany test, czy to aby na pewno nie wirusówka ale od ręki miał wypisaną=wydrukowaną receptę, ze starannie opisanym sposobem dawkowania.
przy okazji dodam, że realizacja recept w tamtejszej aptece wygląda tak, że wręczasz przy kontuarze wydruk od GP, tam sprawdzane jest, czy lek jest na stanie i uzyskuje się informację o cenie. następnie zajmuje się miejsce na specjalnie do tego celu przygotowanych ławach/krzesłach i spokojnie czeka. po jakimś czasie pani farmaceutka wywołuje nasze nazwisko i podchodzi z lekami zapakowanymi w papierową torebkę, na którą przyklejona jest kopia recepty ze sposobem dawkowania, co nie przeszkadza temu, że aptekarka jeszcze dodatkowo przypomina nam kiedy i jak zażyć lek.
ps. dzieci do lat 16 leki mają za darmo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „słowo na piątek – czyli apteczne dylematy

  1. ~mała mi pisze:

    Dobijaj nas dalej…
    Ale co do aptek – teraz większość tam pracujących to technicy farmacji,stąd mogą być pomyłki.Tylko należałoby zadać sobie pytanie – kiedy to lekarze zaczną ponosić odpowiedzialność za swoje błędy?

  2. makrela pisze:

    koszty nieprawidłowo wypisanych recept + koszty, jakie będą musiały ponosić apteki z tytułu źle wydanych leków są o niebo wyższe, niż zakup drukarek dla gabinetów lekarskich. może przy najbliższej WOŚP dodać to jako cel pomniejszy ale równie ważny co specjalistyczny sprzęt diagnostyczny? bo przecież finalnie to i tak my „zrzucimy” się na to, więc niech to będzie dobrowolne i pod sprawdzonym szyldem.

  3. ~kasta pisze:

    Mam nadzieję, że dorzucisz kilka info do któregoś mojego kolejnego wpisu lub skorygujesz /zbieram się w sobie/….a właśnie w związku z W. Brytanią…

  4. ~jotka pisze:

    Też nie rozumiem takiej kolei rzeczy, to tak jakby za bazgroły rodzica w usprawiedliwieniu karać ucznia…
    Zdarzało mi się kiedyś byc świadkiem w aptece, gdy farmaceutka odesłała pacjenta do lekarza, bo powiedziała, że nie wyda leku, nie mogła odczytać recepty.
    Na szczęście w mojej przychodni recepty od jakiegoś czasu wypisywane są komputerowo.

  5. Błąd leży chyba gdzieś w założeniach, bo naszej służbie zdrowia płaci się nie za wyleczenie, ale za „jednostki chorobowe”, a więc biznes polega na tym, aby mieć jak najwięcej jednostek chorobowych …

    • makrela pisze:

      i potem dziwić się wszystkim teoriom spiskowym o rozpylaniu co jakiś czas wirusów po to tylko, by kasa szerokim strumieniem płynęła do przemysłu farmaceutycznego ;)(i przy okazji nfz)

  6. ~parrafraza pisze:

    Niejako od kuchni, z domu rodzinnego wiem, jak to z tym wypisywaniem recept jest. Trudno zachować wyraźny charakter pisma, gdy wypisuje się ich setki. Przysłowiowe nieczytelne pismo lekarskie uzyskuje się poprzez codzienne wielogodzinne nieraz wypisywanie recept, notek w kartach pacjentów i zaleceń. Nie bronię, informuję ;) I dla mnie również zrzucanie odpowiedzialności na aptekarzy jest oburzające. Dlatego idealnym rozwiązaniem byłaby powszechna komputeryzacja. A tak na marginesie miałam nie tak dawno osobiście przygodę ze źle wydanym lekiem. Pan magister w aptece zamiast Emskich chciał mi wydać lek na obniżenie ciśnienia ;) oba miały pierwsze dwie litery takie same. Zauważyłam natychmiast, ale pomyślałam sobie, co by było, gdyby ktoś taki bystry nie był ;) Tak, komputeryzacja jest konieczna.

  7. ~paczucha pisze:

    Na ten temat może powiedzieć coś mój brak dr. farmacji.

  8. najprostsze rozwiazania sa najlepsze, drukarka i juz…u nas niestety ciagle to rzadkosc, ja nigdy nie umiem sie rozczytac lekarskiego pisma…podziwiam farmaceutow

  9. boja pisze:

    W razie pomyłki powinni karać aptekarkę, lekarza i pacjenta… zwłaszcza pacjenta, bo on jest przyczyną zamieszania!

    • makrela pisze:

      faktycznie, że też ludziom zachciewa się chorować ;) wyobrażasz sobie jęk przemysłu farmaceutycznego, gdyby z poczekalnie zniknęli wszyscy ci, którzy idą do lekarza po to tylko by sobie ponarzekać i dostać plik recept?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>